Dzisiaj dowiedziałam się że żeby zupa gulaszowa była "najlepsza na świecie" trzeba sproszkowaną paprykę podsmażyć na troszkę smalcu... W programie "Kuchenne rewolucje" pani Gessler tak powiedziała...
Ja nie wiedziałam, zresztą smalcu i tak nie mam więc zrobiłam po swojemu i cała moja rodzinka zachwalała, nawet moja marudząca, ale kochana, dziewięcioletnia księżniczka zjadła z zachwytem :) To chyba najlepsza ocena :)
Niestety bez zdjęcia, bo jak zupa była to aparat odmówił mi posłuszeństwa, a jak już był posłuszny to nie było zupy.
Jest to blog Sylwii, czyli mój. Mieszkam w Holandii, mało aktywna jestem, ale blog to takie miejsce które ratuje moją pamięć...Gdyby dało się pamięć wymienić - byłabym chyba pierwsza w kolejce, bo moja jest beznadziejna.. Dlatego opisuję sobie gdzie byłam żeby kiedyś zobaczyć ile cudownych miejsc zwiedziłam :) Zapraszam do poznania mojego świata.
środa, 26 października 2011
poniedziałek, 24 października 2011
Sernik Hiszpański wg. AH
W zeszłym roku, w jednej z darmowych gazetek ze sklepu Albert Heijn zobaczyłam przepis na taki właśnie sernik. Jako iż wtedy nie miałam jeszcze dostępu do polskiego, świeżego twarogu, pomyślałam że go wypróbuję. No i w końcu zrobiłam.... wczoraj ;)
Nie jest to nasz, puszysty, delikatny sernik, raczej zbity i troszkę jakby "żelowaty", raczej propozycja dla tych którzy nie mają dostępu na co dzień do naszych polskich produktów a uwielbiają serniki tak jak ja :)
Nie mam porównania do prawdziwego, hiszpańskiego sernika (o których z zachwytem opowiadała mi kiedyś koleżanka), ale mam nadzieję że są lepsze :)
Podsumowując: zrobiłam, spróbowałam ale wolę nasze Polskie serniki.
Nie jest to nasz, puszysty, delikatny sernik, raczej zbity i troszkę jakby "żelowaty", raczej propozycja dla tych którzy nie mają dostępu na co dzień do naszych polskich produktów a uwielbiają serniki tak jak ja :)
Nie mam porównania do prawdziwego, hiszpańskiego sernika (o których z zachwytem opowiadała mi kiedyś koleżanka), ale mam nadzieję że są lepsze :)
Podsumowując: zrobiłam, spróbowałam ale wolę nasze Polskie serniki.
niedziela, 18 września 2011
Drożdzowe paszteciki
Ostatnio naszło mnie coś na drożdżowe zabawy ;) Ostatnio robiłam kluski na parze a wczoraj postanowiłam wypróbować drożdżowe paszteciki z mięsem. Wszyscy piszą o nich w okresie około bożonarodzeniowym ale w tym okresie robię tylko te rzeczy które wyjątkowo lubimy, więc nowe ewentualne propozycje na ten czas trzeba wypróbować w innym okresie.
Paszteciki robiłam z przepisu znalezionego na stronie Czas Dzieci.
Ciasto drożdżowe, a w sumie pamiętając co nieco z bardzo grubej i starej książki kucharskiej: drożdżowo-tłuszczowe, było całkiem inne niż do tej pory poznałam, troszkę wystraszyłam się że się tak lepi ale okazało się to przedwczesnym strachem, gdyż dalej pracowało się z nim bardzo dobrze.
W sumie są to takie bułeczki z domowym pasztetem w środku. Jak to bułeczki, są suche więc dobrze że pomyślałam o zrobieniu barszczu czerwonego do nich.
Barszcz był super :D Ale paszteciki nie przypadły nam do gustu, jednak nie ma to jak krokiet z kubkiem ciepłej, cudownie buraczkowej zupy :)
Nie ma zdjęcia, bo pomimo iż nie paszteciki nie przypadły nam do gustu to i tak szybko zniknęły :)
Z drożdżami jeszcze przygody nie zakończyłam :) W najbliższym czasie mam ochotę sama zrobić to co w piątek próbowałam u Wietnamczyka na targu, czyli Bao-Pao. Ciekawe w sumie jak to po polsku się nazywa, bp. loempie które u niego kupuję okazało się że w Polsce nazywają się sajgonkami :)
Może w przyszłym tygodniu je zrobię... w tym mąż wyjechał na szkolenie to nie będzie miał kto próbować moich eksperymentów kulinarnych (dziecko niezbyt do tego chętne) ;)
Paszteciki robiłam z przepisu znalezionego na stronie Czas Dzieci.
Ciasto drożdżowe, a w sumie pamiętając co nieco z bardzo grubej i starej książki kucharskiej: drożdżowo-tłuszczowe, było całkiem inne niż do tej pory poznałam, troszkę wystraszyłam się że się tak lepi ale okazało się to przedwczesnym strachem, gdyż dalej pracowało się z nim bardzo dobrze.
W sumie są to takie bułeczki z domowym pasztetem w środku. Jak to bułeczki, są suche więc dobrze że pomyślałam o zrobieniu barszczu czerwonego do nich.
Barszcz był super :D Ale paszteciki nie przypadły nam do gustu, jednak nie ma to jak krokiet z kubkiem ciepłej, cudownie buraczkowej zupy :)
Nie ma zdjęcia, bo pomimo iż nie paszteciki nie przypadły nam do gustu to i tak szybko zniknęły :)
Z drożdżami jeszcze przygody nie zakończyłam :) W najbliższym czasie mam ochotę sama zrobić to co w piątek próbowałam u Wietnamczyka na targu, czyli Bao-Pao. Ciekawe w sumie jak to po polsku się nazywa, bp. loempie które u niego kupuję okazało się że w Polsce nazywają się sajgonkami :)
Może w przyszłym tygodniu je zrobię... w tym mąż wyjechał na szkolenie to nie będzie miał kto próbować moich eksperymentów kulinarnych (dziecko niezbyt do tego chętne) ;)
sobota, 17 września 2011
Co by tu na usprawiedliwienie napisać?
Dawno mnie tu nie było... Mimo iż codziennie gotuję (no prawie), co jakiś czas piekę to jakoś nie ma czasu na robienie fotek tego co jemy. Czas to zmienić, gdyż tylko w ten sposób mam inspirację by przygotować coś innego, by posiłki które zjadamy nie były takie monotonne.
Jeśli tylko pozwoli mi na to moja najmłodsza pociecha (która zajmuje mnie przez całą dobę) to postaram się poprawić.
Za to moja starsza próbuje prowadzić blog i nawet zamieściła przepis na sałatkę z kuskusem, tyle że ona pisze po niderlandzku. Jeśli ktoś rozumie ten język to polecam, sałatka jest pyszna :)
http://doei-school.blogspot.com/2011/08/salate-uit-couscous.html
Smacznego :)
Jeśli tylko pozwoli mi na to moja najmłodsza pociecha (która zajmuje mnie przez całą dobę) to postaram się poprawić.
Za to moja starsza próbuje prowadzić blog i nawet zamieściła przepis na sałatkę z kuskusem, tyle że ona pisze po niderlandzku. Jeśli ktoś rozumie ten język to polecam, sałatka jest pyszna :)
http://doei-school.blogspot.com/2011/08/salate-uit-couscous.html
Smacznego :)
sobota, 18 grudnia 2010
Zima w moim mieście
Polacy mieszkający w Niemczech a pracujący w Holandii parę lat temu mieli zwyczaj żartować z Holendrów jeśli spadł w tym kraju śnieg. Najczęściej powtarzali coś w stylu: "Holendrzy wekują śnieg w słoikach by mieć na dłużej" (w sensie że tak rzadko tu są opady białego puchu) lub "Śnieg spadł, Holendrzy porzucają samochody na poboczu ulic i wariują ze szczęścia" ;) Pewnie było tego więcej ale w tej chwili nie umiem sobie przypomnieć.
W każdym razie mieszkam w Holandii półtora roku, to moja druga tutaj zima i obie z obfitymi opadami, nie takimi jak w Polsce ale jednak jak na warunki mojej emigracji (a mieszkam poza ojczyzną już ponad sześć lat) to i tak obfite. Radość dla dzieci i fotografów amatorów ;) utrapienie dla dorosłych nie lubujących się w robieniu zdjęć :) Ja jednak czasami chwytam za swój sprzęt i jakieś tam próby sfotografowania tych pięknych chwil robię.
Mały model ;)

Wszyscy kochamy robić fotki pani zimie :)

Po co kupować sól do chodników skoro stoi za darmo? ;)

Tak ładnie odśnieżyli nam drogi ;)

Jak zawsze wiatrak który mijam po drodze (co to za zdjęcia Holandii bez wiatraka ;) )


W każdym razie mieszkam w Holandii półtora roku, to moja druga tutaj zima i obie z obfitymi opadami, nie takimi jak w Polsce ale jednak jak na warunki mojej emigracji (a mieszkam poza ojczyzną już ponad sześć lat) to i tak obfite. Radość dla dzieci i fotografów amatorów ;) utrapienie dla dorosłych nie lubujących się w robieniu zdjęć :) Ja jednak czasami chwytam za swój sprzęt i jakieś tam próby sfotografowania tych pięknych chwil robię.
Mały model ;)

Wszyscy kochamy robić fotki pani zimie :)

Po co kupować sól do chodników skoro stoi za darmo? ;)

Tak ładnie odśnieżyli nam drogi ;)

Jak zawsze wiatrak który mijam po drodze (co to za zdjęcia Holandii bez wiatraka ;) )


czwartek, 9 grudnia 2010
Święta przed nami...
A to oznacza wypisywanie całej masy kartek świątecznych... U córki w szkole już zaczęli sobie wręczać więc na jej prośbę wczoraj wypisaliśmy dla jej koleżanek i kolegów, a jak już zaczęliśmy to przecież wypada napisać też dla wychowawcy i dwóch pań co mają z nimi raz w tygodniu zajęcia, i dla pana dyrektora, i dla pana woźnego. A skoro piszemy to od razu dla sąsiadów (i to nie tylko tych z którymi sąsiadują nasze drzwi... w Holandii pisze się dla wszystkich z danej ulicy, przynajmniej o ile ta ulica jest taka mała jak moja i sąsiadów ma się góra 20...), no a skoro już tyle wypisaliśmy to dla rodziny i znajomych z Holandii, Niemiec i Polski też zrobimy przy okazji... Po podliczeniu okazało się że wypisałam z pomocą córki 63 karty świąteczne... To dlatego tak mnie potem ręka bolała ;)
Miałyśmy jeszcze ozdabiać lukrem nasze pierniczki ale brakło czasu i już chęci... przekładamy to na weekend :) Będzie rodzinne zdobienie, czyli jak zawsze świetna zabawa :)
Miałyśmy jeszcze ozdabiać lukrem nasze pierniczki ale brakło czasu i już chęci... przekładamy to na weekend :) Będzie rodzinne zdobienie, czyli jak zawsze świetna zabawa :)
sobota, 16 października 2010
Corn chowder - czyli zupa na życzenie męża
Mojemu mężowi zamarzyła się zupa którą jadł w San Francisco, problem z tym był jednak taki że oryginalnie jest to zupa rybna.
Wikipedia podaje:
Wikipedia podaje:
Chowder - zupa rybna lub z tzw. frutti di mare. Potrawa kuchni anglosaskiej, obecnie popularna na wschodnim wybrzeżu USA, Australii i Nowej Zelandii. Pierwotnie zupa gotowana była na żaglowcach.Lecz znalazł podobną wersję zupy na bazie bulionu gdzie nie jest to sprecyzowane więc mogłam sobie pozwolić na użycie bulionu na bazie kurczaka. Zupa w zasadzie nie smakuje tak jak pierwowzór ale jest również bardzo smaczna i na pewno zagości w naszym menu na stałe.
Przygotowywana jest na bazie wywaru z łbów rybich oraz ości i boczku. Wywar zabielany jest zasmażką lub mlekiem, ewentualnie śmietaną. Do wywaru dodaje się kawałki ryb i/lub frutti di mare, które gotuje się ok 15 min
wtorek, 5 października 2010
Mini zoo i plac zabaw w moim mieście
Z tego co zobaczyłam to w Holandii są w miastach robione takie mini zoo. W mieście gdzie mieszkałam w Niemczech nie było, ale było niedaleko w Weeze więc często tam bywaliśmy. Nawet w moim rodzimym Raciborzu mieliśmy takie mini zoo w lesie, bardzo lubiłam tam jeździć i zawsze dziwiłam się czemu jest tak mało popularne.
W każdym razie w okolicy gdzie mieszkam nie ma tak naprawdę fajnego placu zabaw, najlepszy jest właśnie w tym mini zoo, a już całkiem najfajniejsze jest to że dzieci mają na wyciągnięcie ręki domowe zwierzątka i wśród nich się bawią, taki kawałek wsi dla mieszczuchów :)
Takie malutkie zoo jest darmowe i można w nim przybywać w zasadzie przez cały dzień w godzinach otwarcia (do 16:30), jeśli jesteś z Hoofddorp'u to polecam to miejsce :)
Jeśli jesteś z innego miasta to poszukaj czy w parku lub w lesie w Twojej okolicy nie ma czegoś podobnego bo dla dzieci to raj zabaw :)
W każdym razie w okolicy gdzie mieszkam nie ma tak naprawdę fajnego placu zabaw, najlepszy jest właśnie w tym mini zoo, a już całkiem najfajniejsze jest to że dzieci mają na wyciągnięcie ręki domowe zwierzątka i wśród nich się bawią, taki kawałek wsi dla mieszczuchów :)
Takie malutkie zoo jest darmowe i można w nim przybywać w zasadzie przez cały dzień w godzinach otwarcia (do 16:30), jeśli jesteś z Hoofddorp'u to polecam to miejsce :)
Jeśli jesteś z innego miasta to poszukaj czy w parku lub w lesie w Twojej okolicy nie ma czegoś podobnego bo dla dzieci to raj zabaw :)
poniedziałek, 4 października 2010
Zupa w półgodziny, czyli zupa serowa
Zupa serowa należy do takich dań które wystarczą za cały obiad i które razem z krojeniem i gotowaniem zajmą maksymalnie pół godziny, chyba że ktoś ma ochotę robić na bulionie który sam gotuje wtedy trzeba dodać czas na gotowanie bulionu.
Zupa bardzo sycąca, u nas zjadana z dodatkiem pieczywa, polecam :)
Zupa bardzo sycąca, u nas zjadana z dodatkiem pieczywa, polecam :)
niedziela, 3 października 2010
Ciekawa sprawa z nazwiskami w NL
Już od jakiegoś czasu obserwuję nazwiska w znanych mi Holenderskich rodzinach. A to dlatego iż kobieta po ślubie nadal ma nazwisko panieńskie i albo dopisuje do niego nazwisko męża albo zostaje tylko to "pierwsze". Aczkolwiek bardziej zaciekawiła mnie pierwsza sytuacja gdyż o ile w Polsce kobieta zdecyduje się na taki krok i ma wtedy pisane najpierw panieńskie a potem męża to tu odwrotnie.
Może łatwiej będzie pokazać to na przykładzie wymyślonej przeze mnie Polki Anny o nazwisku Nowak która wyszła za mąż za pana o nazwisku Kempen. Wg. naszego polskiego prawa nazywała by się ona po ślubie (chcąc zatrzymać panieńskie nazwisko oczywiście) Anna Nowak-Kempen a w Holandii pisze się: Anna Kempen-Nowak. Ciężko przywyknąć prawda?
Nie wiem czy z przyzwyczajenie czy z innych względów robią to samo z moim nazwiskiem choć ja mam tylko jedno, po mężu... Ale właśnie często piszą moje panieńskie nazwisko też, i tak gdy mnie pierwszy raz zawołano na badanie USG po panieńskim nazwisku to nie zareagowałam, w końcu ja już nie noszę tego nazwiska.
W każdym razie czytałam w internecie że takie nadawanie nazwisk jest o tyle prostsze że w razie rozwodu jest mniej problemów z dokumentami.
Może łatwiej będzie pokazać to na przykładzie wymyślonej przeze mnie Polki Anny o nazwisku Nowak która wyszła za mąż za pana o nazwisku Kempen. Wg. naszego polskiego prawa nazywała by się ona po ślubie (chcąc zatrzymać panieńskie nazwisko oczywiście) Anna Nowak-Kempen a w Holandii pisze się: Anna Kempen-Nowak. Ciężko przywyknąć prawda?
Nie wiem czy z przyzwyczajenie czy z innych względów robią to samo z moim nazwiskiem choć ja mam tylko jedno, po mężu... Ale właśnie często piszą moje panieńskie nazwisko też, i tak gdy mnie pierwszy raz zawołano na badanie USG po panieńskim nazwisku to nie zareagowałam, w końcu ja już nie noszę tego nazwiska.
W każdym razie czytałam w internecie że takie nadawanie nazwisk jest o tyle prostsze że w razie rozwodu jest mniej problemów z dokumentami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




