Jak wygląda szczepienie dzieci w Polsce wiemy: idziemy do lekarza dziecięcego gdzie dostajemy informacje kiedy jakie szczepienie powinno się odbyć. Szczepienia są obowiązkowe i nie przypilnowanie tego obowiązku teoretycznie jest karane (aczkolwiek nie wiem jak). W Niemczech jest podobnie, przepisano mi z polskiej książeczki szczepień córki te szczepienia które już miała i dostałam termin kiedy i jakie będzie następne. Gdy wyjeżdżaliśmy z Niemiec córka miała bez jednego miesiąca 7 lat i następne szczepienie miała mieć dopiero w wieku 9 lat.
Jest to blog Sylwii, czyli mój. Mieszkam w Holandii, mało aktywna jestem, ale blog to takie miejsce które ratuje moją pamięć...Gdyby dało się pamięć wymienić - byłabym chyba pierwsza w kolejce, bo moja jest beznadziejna.. Dlatego opisuję sobie gdzie byłam żeby kiedyś zobaczyć ile cudownych miejsc zwiedziłam :) Zapraszam do poznania mojego świata.
środa, 21 kwietnia 2010
wtorek, 20 kwietnia 2010
Pierwsza Komunia Święta w Holandii
Chcę by nasza córka za rok przyjęła sakrament I Komunii Świętej. Nie jesteśmy jacyś super wierzący, ale uważam że wiara pozwoliła mi w życiu parę błędów uniknąć i najważniejsze co dla mnie się liczy: dobrze wiedzieć że ktoś nad nami czuwa.
Z tego powodu pogoniłam w ostatnią niedzielę rodzinę rano z łóżka by być na tej uroczystości, w końcu za rok już będę mamą komunijnego dziecka i muszę wiedzieć jak to tutaj wygląda :) Zdziwienie moje było ogromne... Ale po kolei.
Przed wejściem do kościoła dzieci były ustawione parami i w zasadzie nie wyglądały na dzieci komunijne... Były ubrane w zasadzie jak na normalną mszę niedzielną, w sumie jak na tutejsze warunki to może bardziej starannie. Była tylko jedna dziewczynka w stroju podobnym do naszego komunijnego (długa sukienka i bolerko) ale był to bardziej strój karnawałowy księżniczki... w dodatku różowy. Dwie siostry były ubrane na biało, ale zupełnie normalne, jedna dziewczynka azjatyckiego pochodzenia była ubrana w sukienkę i getry typowo azjatyckie no i chłopcy ubrani w kamizelki (dwóch) i elegantsze ubrania. Żadnych sukienek komunijnych, żadnych garniturów, żadnych alb.
Dzieci weszły do kościoła ze świeczkami które ustawiły w specjalnie przygotowanym miejscu. Wszystkie usiadły na podwyższeniu przed ołtarzem (coś jak miejsca dla ministrantów), nie w ławkach. Ławki za to były opisane która rodzina gdzie siada a goście siadali w pozostałych.
Msza była w zasadzie normalna, poza tym ze trwała dwie godziny. Była żartobliwa i ksiądz wciągał dzieci do uczestnictwa.
Jako iż w tym dniu był pogrzeb polskiej pary prezydenckiej, ksiądz nie zapomniał o tym wspomnieć... Troszkę było mi dziwnie bo to dwie sprzeczne uroczystości...
Co jeszcze.... Opłatek... Pierwszy opłatek komunijne dzieci dostały z Hostii która w czasie mszy zamienia się w ciało Jezusa, ksiądz połamał na tyle części ile było dzieci i to właśnie była ich pierwsza komunia święta :)
Warto przy tym wspomnieć że tu w Holandii, ale również w Niemczech opłatek dostaje się do ręki, nie na język jak w Polsce, osobiście bardzo mi się ten zwyczaj podoba.
Przed końcem mszy dzieci wyszły z kościoła i wchodziły gdy lektor czytał jakie dary i dlaczego te dzieci składają. (Postaram się jutro uzupełnić wpis co to za dary były, gdyż mam na dole w kuchnii książeczkę z mszy.)
Potem przed wyjściem z kościoła dzieci otrzymały białe i żółte balony które były dekoracją ołtarza i po okrzykach "hip hip, hurra!" na zewnątrz kościoła, wypuściły je do nieba. Pięknie to wyglądało i żałowałam że nie wzięłam aparatu.
W ogóle cała msza była świetnie zorganizowana, były zrobione i odbite na ksero książeczki gdzie msza była opisana krok po kroku, z tym co się modliło, śpiewało, co które dziecko mówiło i mimo tego iż nie rozumiemy języka mogliśmy choć częściowo brać udział w mszy świętej dzięki tej pomocy.
Podsumowują: wolałabym żeby jednak to wydarzenie było bardziej eleganckie jak u nas, w Polsce, ale z drugiej strony te dzieci są bardziej nastawione na aspekt duchowy, prezenty są symboliczne, tak żeby nie przysłaniać tego co w tym wszystkim jest najważniejsze.
Z tego powodu pogoniłam w ostatnią niedzielę rodzinę rano z łóżka by być na tej uroczystości, w końcu za rok już będę mamą komunijnego dziecka i muszę wiedzieć jak to tutaj wygląda :) Zdziwienie moje było ogromne... Ale po kolei.
Przed wejściem do kościoła dzieci były ustawione parami i w zasadzie nie wyglądały na dzieci komunijne... Były ubrane w zasadzie jak na normalną mszę niedzielną, w sumie jak na tutejsze warunki to może bardziej starannie. Była tylko jedna dziewczynka w stroju podobnym do naszego komunijnego (długa sukienka i bolerko) ale był to bardziej strój karnawałowy księżniczki... w dodatku różowy. Dwie siostry były ubrane na biało, ale zupełnie normalne, jedna dziewczynka azjatyckiego pochodzenia była ubrana w sukienkę i getry typowo azjatyckie no i chłopcy ubrani w kamizelki (dwóch) i elegantsze ubrania. Żadnych sukienek komunijnych, żadnych garniturów, żadnych alb.
Dzieci weszły do kościoła ze świeczkami które ustawiły w specjalnie przygotowanym miejscu. Wszystkie usiadły na podwyższeniu przed ołtarzem (coś jak miejsca dla ministrantów), nie w ławkach. Ławki za to były opisane która rodzina gdzie siada a goście siadali w pozostałych.
Msza była w zasadzie normalna, poza tym ze trwała dwie godziny. Była żartobliwa i ksiądz wciągał dzieci do uczestnictwa.
Jako iż w tym dniu był pogrzeb polskiej pary prezydenckiej, ksiądz nie zapomniał o tym wspomnieć... Troszkę było mi dziwnie bo to dwie sprzeczne uroczystości...
Co jeszcze.... Opłatek... Pierwszy opłatek komunijne dzieci dostały z Hostii która w czasie mszy zamienia się w ciało Jezusa, ksiądz połamał na tyle części ile było dzieci i to właśnie była ich pierwsza komunia święta :)
Warto przy tym wspomnieć że tu w Holandii, ale również w Niemczech opłatek dostaje się do ręki, nie na język jak w Polsce, osobiście bardzo mi się ten zwyczaj podoba.
Przed końcem mszy dzieci wyszły z kościoła i wchodziły gdy lektor czytał jakie dary i dlaczego te dzieci składają. (Postaram się jutro uzupełnić wpis co to za dary były, gdyż mam na dole w kuchnii książeczkę z mszy.)
Potem przed wyjściem z kościoła dzieci otrzymały białe i żółte balony które były dekoracją ołtarza i po okrzykach "hip hip, hurra!" na zewnątrz kościoła, wypuściły je do nieba. Pięknie to wyglądało i żałowałam że nie wzięłam aparatu.
W ogóle cała msza była świetnie zorganizowana, były zrobione i odbite na ksero książeczki gdzie msza była opisana krok po kroku, z tym co się modliło, śpiewało, co które dziecko mówiło i mimo tego iż nie rozumiemy języka mogliśmy choć częściowo brać udział w mszy świętej dzięki tej pomocy.
Podsumowują: wolałabym żeby jednak to wydarzenie było bardziej eleganckie jak u nas, w Polsce, ale z drugiej strony te dzieci są bardziej nastawione na aspekt duchowy, prezenty są symboliczne, tak żeby nie przysłaniać tego co w tym wszystkim jest najważniejsze.
niedziela, 21 marca 2010
Wielkanocne muffinki
Jako iż zbliża się Wielkanoc a razem z nią świąteczne śniadanie w szkole, domyślam się że rodzice znowu będą mieli jakies potrawy do przygotowania, ja wymyśliłam sobie muffinki odpowiednie do tego święta, inspirację czerpię z babeczek wielkanocnych Dorotus, lecz po wypróbowaniu wczoraj jej przepisu stwierdziłam że to jednak typowe babeczki, są za sypkie do szkoły więc zastawiałam się nad muffinami... I znalazłam na forum cincin, plus bita śmietana, daje piękne efekty:) Lecz tego nie doniosę do szkoły, jeszcze poszukuję przepisu na jakiś nie bardzo tłusty krem który wytrzyma bez lodówki ze dwie godziny...
Na razie wklejam efekt dzisiejszej pracy.Te muffiny to tak jakby małe murzynki, pyszne! Myślę że świetnie też by smakowały w takim połączeniu jak to ciasto czyli z powidłami śliwkowymi i polewą czekoladową.
Smacznego :)
Na razie wklejam efekt dzisiejszej pracy.Te muffiny to tak jakby małe murzynki, pyszne! Myślę że świetnie też by smakowały w takim połączeniu jak to ciasto czyli z powidłami śliwkowymi i polewą czekoladową.
Muffiny:
1 i 1/3 szklanki mąki
1 niepełna szklanka cukru
4 i 1/2 łyżki kakao
1 i 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki jogurtu naturalnego
3/4 szklanki chudego mleka
1 łyżeczka olejku waniliowego
Załączyć piekarnik do 200 stopni, w czasie gdy będzie się nagrzewać robimy ciasto.
Wymieszać suche składniki: mąkę, cukier, kakao, proszek do pieczenia i sodę. W drugiej miseczce wymieszać mokre składniki: mleko, jogurt i olejek waniliowy. Mokre składniki dodać do suchych, wymieszać łyżką i wylewać do formy muffinkowej do połowy wysokości. Wyszło mi tego 24 sztuki. Piec 20 minut.
Bita śmietana:
500 ml śmietany kremówki
5 łyżek cukru pudru
Śmietanę ubić aż do uzyskania gęstej masy, dodać cukier puder, wymieszać razem. Nakładać do szprycy i wycisnąć na około muffinek, środek pozostawiając pusty na dekorację.
Dekoracja:
Cukrowe jajeczka.
Smacznego :)
środa, 17 marca 2010
Ziemniaki pieczone z boczkiem
Na podstawie filmiku pana Grzegorza z serwisu mniammniam.pl (filmik znajduje się na youtube.com ) zrobiłam dzisiaj na obiad te pyszne ziemniaki. Podałam z mieszanką sałat z sosem czosnkowym z torebki.
Spodziewałam się że te ziemniaki aż będą pływać w tłuszczu, ale na szczęście tak nie było. Może dlatego iż wybrałam stosunkowo chudy boczek, który tłuszczu miał troszkę na dole a może tak ma być. Ziemniaczki wyszły mięciutkie i bardzo smaczne.
Ilość zależy od ilości osób, u mnie na trzy osoby (w tym dziecko) było to:
5 ziemniaków
około 200 g boczku (nie ważyłam, ale dał się pokroić na 15 plasterków)
sól i pieprz - pan Grzegorz dodał jeszcze kminek, ja z racji tego iż nie lubimy pominęłam.
Ziemniaki obrać, nie przekrajać, zostawić w całości, umyć. Zrobić po około 2-3 grubsze nacięcia w każdym ziemniaku, w miejsca nacięć powkładać boczek. Posolić i popieprzyć według uznania.
Każdy ziemniak osobno zawinąć w folię aluminiową (nie wiem czy ma znaczenia strona, ja na to nie zwracam uwagę, u mnie było błyszczącą warstwą na zewnątrz) , ułożyć na blaszce i włożyć do piekarnika. Piec 1- 1,5 zależnie od ziemniaków, ja dzisiaj musiałam piec 1,5 godziny w temperaturze 225 stopni.
Smacznego :)
Spodziewałam się że te ziemniaki aż będą pływać w tłuszczu, ale na szczęście tak nie było. Może dlatego iż wybrałam stosunkowo chudy boczek, który tłuszczu miał troszkę na dole a może tak ma być. Ziemniaczki wyszły mięciutkie i bardzo smaczne.
Ilość zależy od ilości osób, u mnie na trzy osoby (w tym dziecko) było to:
5 ziemniaków
około 200 g boczku (nie ważyłam, ale dał się pokroić na 15 plasterków)
sól i pieprz - pan Grzegorz dodał jeszcze kminek, ja z racji tego iż nie lubimy pominęłam.
Ziemniaki obrać, nie przekrajać, zostawić w całości, umyć. Zrobić po około 2-3 grubsze nacięcia w każdym ziemniaku, w miejsca nacięć powkładać boczek. Posolić i popieprzyć według uznania.
Każdy ziemniak osobno zawinąć w folię aluminiową (nie wiem czy ma znaczenia strona, ja na to nie zwracam uwagę, u mnie było błyszczącą warstwą na zewnątrz) , ułożyć na blaszce i włożyć do piekarnika. Piec 1- 1,5 zależnie od ziemniaków, ja dzisiaj musiałam piec 1,5 godziny w temperaturze 225 stopni.
Smacznego :)
poniedziałek, 15 marca 2010
Urodziny męża i tort Sachera
Mąż miał wczoraj urodziny i z tej okazji zrobiłam tort Sachera gdyż mąż lubi ciasta czekoladowe a ja byłam ciekawa jak smakuje taki tort.
Przyznam szczerze że miałam nadzieję że będzie mięciutki i puszysty i równocześnie mocno czekoladowy, chyba pomyliło mi się z brownies ;) W smaku był okej, ale już więcej nie zrobię, ja zdecydowanie lubię miękkie ciasta...
Dlatego nie cytuję przepisu a jedynie odsyłam do źródła: Tort Sachera na mojewypieki.blox.pl
Za to musiałam jeszcze upiec ciasto do męża pracy, mąż chciał bounty, ja uznałam że lepsze będzie o wdzięcznej nazwie "pani Walewska" i tym sposobem upiekłam oba :) Przepisy również z w/w blogu i zamieszczę je w postach poniżej.
Przyznam szczerze że miałam nadzieję że będzie mięciutki i puszysty i równocześnie mocno czekoladowy, chyba pomyliło mi się z brownies ;) W smaku był okej, ale już więcej nie zrobię, ja zdecydowanie lubię miękkie ciasta...
Dlatego nie cytuję przepisu a jedynie odsyłam do źródła: Tort Sachera na mojewypieki.blox.pl
Za to musiałam jeszcze upiec ciasto do męża pracy, mąż chciał bounty, ja uznałam że lepsze będzie o wdzięcznej nazwie "pani Walewska" i tym sposobem upiekłam oba :) Przepisy również z w/w blogu i zamieszczę je w postach poniżej.
Pani Walewska
Ciasto o ciekawej nazwie... ciekawe czemu takiej a nie innej... znane również jako pychotka", aczkolwiek tak to ja mogę nazwać co drugie ciasto czy danie ;)
Może dlatego iż nazwisko to kojarzy się z pewną hrabiną? A ciasto to to takie wyższe sfery? ;) W każdym razie mimo długiego czasu robienia (pieczemy dwa razy po 40 minut) warto je zrobić na szczególne okazje i gdy będziemy mieć gości :)
Przepis zaczerpnęłam z Moje wypieki.blox.pl
(w nawiasach moje uwagi)
Może dlatego iż nazwisko to kojarzy się z pewną hrabiną? A ciasto to to takie wyższe sfery? ;) W każdym razie mimo długiego czasu robienia (pieczemy dwa razy po 40 minut) warto je zrobić na szczególne okazje i gdy będziemy mieć gości :)
Przepis zaczerpnęłam z Moje wypieki.blox.pl
(w nawiasach moje uwagi)
Składniki na kruche ciasto:
- 500 g mąki pszennej
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- pół szklanki cukru pudru
- 200 g masła lub margaryny
- 6 żółtek
Wszystkie składniki wyrobić. Powstałe ciasto zagnieść w kulę i podzielić na pół.
Składniki na bezę:
- 6 białek
- 1,5 szklanki drobnego cukru lub cukru pudru
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
Białka ubić na sztywną pianę. Następnie dodawać stopniowo i małymi partiami cukier. Na koniec dodać mąkę ziemniaczaną, delikatnie wymieszać.
Ponadto:
- 1 słoiczek dżemu z czarnej porzeczki (450 g)
- 120 g płatków migdałowych (jeśli ktoś nie ma można pominąć)
Formę o wymiarach 25 x 33 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Jedną część ciasta wyłożyć na spód, rozwałkować i wyrównać. Na nim posmarować połowę dżemu z czarnej porzeczki. Następnie wyłożyć połowę masy bezowej. Na masę bezową wysypać połowę płatków migdałowych. Piec w temperaturze 175ºC przez około 40 minut. Identycznie postąpić z drugą częścią ciasta. Można obydwa placki piec razem w piekarniku (w termoobiegu) lub jeden po drugim (jeśli nie mamy dwóch takich samych form); wtedy najlepiej drugą drugą bezę przygotować bezpośrednio przed pieczeniem. Placki ostudzić.
Masa kremowa:
- 2 szklanki mleka (500 ml)
- 3 łyżki mąki pszennej
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 2 żółtka
- 3 łyżki cukru
- 200 g masła
- kilka kropel aromatu migdałowego (użyłam, ale mi nie smakuje jednak z aromatem, zanim dodałam uważam że masa była lepsza więc proponuję pominąć).
Jedną szklankę mleka zagotować z cukrami. Drugą zmiksować z żółtkami i mąką (jak na budyń), dodać do gotującego się mleka, zagotować. Ostudzić, przykrywając folią spożywczą.Miękkie masło utrzeć na puch (można mikserem), stopniowo dodawać ostudzony budyń, cały czas ucierając (miksując). Dodać aromat migdałowy i zmiksować.Gotowe, ostudzone placki przełożyć masą kremową. Schłodzić przez minimum 3 godziny w lodówce.
Kakaowy biszkopt z kokosem i czekoladową polewą
.. czyli jak niektórzy nazywają to ciasto: Bounty. Jestem miłośniczką biszkoptów, mój mąż nie za bardzo za nimi przepada, ale lubi kokos. Lubi też czekoladę, a ja i owszem...byle białą... ale w końcu to nie na moje urodziny miało być więc stanęło na polewie z normalnej czekolady, niestety. Po wystudzeniu nie była piękna błyszcząca, raczej matowa więc zakamuflowałam to posypką z białej tartej czekolady :) Teraz to był i wilk syty i owca cała ;)
Polecam wszystkim miłośnikom kokosu, tutaj smakuje nieziemsko ;)
Przepis ze strony Moje wypieki.blox.pl podaję w oryginale bo nic nie zmieniałam.
Polecam wszystkim miłośnikom kokosu, tutaj smakuje nieziemsko ;)
Przepis ze strony Moje wypieki.blox.pl podaję w oryginale bo nic nie zmieniałam.
Składniki na biszkopt:
Masa kokosowa:
- 5 jajek
- 1 niepełna szklanka mąki pszennej
- pół szklanki cukru
- 2 łyżki kakao
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Polewa:
- 1/2 litra mleka
- 1/2 szklanki cukru
- 20 dag masła
- 25 dag wiórek kokosowych
- cukier waniliowy - 16 g
czekolada mleczna 100 g
czekolada gorzka 100 g
12,5 dag margarynyBiałka ubić na sztywno, dodać cukier, żółtka i nadal ubijać. Na koniec dodać mąkę, proszek do pieczenia i kakao. Delikatnie wymieszać. Wylać do wysmarowanej tłuszczem i wyłożonej papierem prostokątnej blachy o wymiarach 20 na 35 cm i piec w temperaturze 170 - 180 stopni przez około 30 minut. Ostudzony biszkopt można nasączyć wodą z aromatem waniliowym.
Mleko zagotować z cukrem i cukrem waniliowym. Następnie wsypać kokos i gotować do zgęstnienia masy (około 20 minut). Do gorącej masy należy dodać masło, i od czasu do czasu mieszać łyżką masę, aby masło się rozpuściło. Masę kokosową ostudzić i wyłożyć na biszkopt.
Czekoladę połamać, dodać margarynę i całość podgrzewać na parze, aż składniki się połączą. Gotową polewą polać ciasto.Ciasto należy schładzać w lodówce, by do końca zgęstniało i umożliwiło krojenie.
wtorek, 9 marca 2010
Łosoś z grilla w kremowym sosie podany z makaronem
Na stronie spryciarze.pl znalazłam kiedyś świetny przepis na łososia. Kucharz w tym filmiku proponuje niekonwencjonalny sposób grillowania... ja się nie odważyłam na ten sposób i przepis wypróbowałam dopiero jak kupiłam patelnię grillową. Nigdy bym nie pomyślała że to tak dobry zakup :) Łosoś upiekł się (czy to dobre wyrażenie?) w trzy minuty :)
Polecam.
Polecam.
Składniki:
* Łosoś - 1 kg
* Kapusta pekińska (połówka)
* Makaron świderki
* Szklanka mleka
* 2 marchewki
* 2 cebule
* 2 serki topione
* Zielona pietruszka
* Czosnek
* Sól, pieprz
niedziela, 7 marca 2010
Szarlotka z dodatkiem marcepanu
Dorotus76 upiekła ostatnio piekną szarlotkę. Wygladała cudownie, jako iż zrobiłam to mogę napisać że pachniała nieziemsko. Tylko że jest strasznie ciężka.., kawałek ciasta to już za dużo... nie wiem co zrobię z połową ciasta... Jest to jedyne ciasto z jabłkami które lepiej mi smakuje na zimno niż na ciepło.
Nie wklejam przepisu gdyż nie mogę polecić, chętnych odsyłam do źródła: Szarlotka w marcepanowym cieście.
Moje zdjęcia:
Nie wklejam przepisu gdyż nie mogę polecić, chętnych odsyłam do źródła: Szarlotka w marcepanowym cieście.
Moje zdjęcia:
Curry z grillowanej soji i warzyw
Wczoraj natrafiłam na grillowaną soję... nigdy nie jadłam tego wynalazku, ale wczoraj w sklepie była degustacja... i zdziwiłam się jakie to jest dobre :) Kupiłam z zamiarem wypróbowania. W domu jednak naszły mnie wątpliwości jak to zrobić by było jadalne dla rodziny... Ale od czego mamy internet? Weszłam na stronę producenta i ta,ta! mam! ;) Link do oryginalnego przepisu (po holendersku) http://tivall.nl/recept.asp?id=160
A u mnie po naszemu :)
350 g grillowanej soji (kupiłam tą http://tivall.nl/product.asp?id=31)
1 puszka pokrojonego ananasa (opakowanie 227 g)
2 cebulki dymki
2 łyżki mleka kokosowego
1 łyżka pasty curry łagodnej
2 łyżki oleju
400 g mieszkanki warzyw, tzw.Holenderskiej (brokuł, kalafior, marchewka, seler naciowy)
2 łyżeczki posiekanej kolendry
Ryż Basamati
Ugotować ryż na sypko.
Pokroić cebulkę, odsączyć ananas. W szklance wymieszać mleczko kokosowe i pastę curry.
Na patelni (jak ktoś ma woka to jeszcze lepiej) rozgrzać olej, wrzucić warzywa i 3 minuty podsmażyć. Dorzucić kawałki grillowanej soji, podsmażyć jeszcze 2 minuty. Dodać naszą mieszankę mleczka z curry, wymieszać.
Podawać z ryżem.
Smacznego.
A u mnie po naszemu :)
350 g grillowanej soji (kupiłam tą http://tivall.nl/product.asp?id=31)
1 puszka pokrojonego ananasa (opakowanie 227 g)
2 cebulki dymki
2 łyżki mleka kokosowego
1 łyżka pasty curry łagodnej
2 łyżki oleju
400 g mieszkanki warzyw, tzw.Holenderskiej (brokuł, kalafior, marchewka, seler naciowy)
2 łyżeczki posiekanej kolendry
Ryż Basamati
Ugotować ryż na sypko.
Pokroić cebulkę, odsączyć ananas. W szklance wymieszać mleczko kokosowe i pastę curry.
Na patelni (jak ktoś ma woka to jeszcze lepiej) rozgrzać olej, wrzucić warzywa i 3 minuty podsmażyć. Dorzucić kawałki grillowanej soji, podsmażyć jeszcze 2 minuty. Dodać naszą mieszankę mleczka z curry, wymieszać.
Podawać z ryżem.
Smacznego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





