A to oznacza wypisywanie całej masy kartek świątecznych... U córki w szkole już zaczęli sobie wręczać więc na jej prośbę wczoraj wypisaliśmy dla jej koleżanek i kolegów, a jak już zaczęliśmy to przecież wypada napisać też dla wychowawcy i dwóch pań co mają z nimi raz w tygodniu zajęcia, i dla pana dyrektora, i dla pana woźnego. A skoro piszemy to od razu dla sąsiadów (i to nie tylko tych z którymi sąsiadują nasze drzwi... w Holandii pisze się dla wszystkich z danej ulicy, przynajmniej o ile ta ulica jest taka mała jak moja i sąsiadów ma się góra 20...), no a skoro już tyle wypisaliśmy to dla rodziny i znajomych z Holandii, Niemiec i Polski też zrobimy przy okazji... Po podliczeniu okazało się że wypisałam z pomocą córki 63 karty świąteczne... To dlatego tak mnie potem ręka bolała ;)
Miałyśmy jeszcze ozdabiać lukrem nasze pierniczki ale brakło czasu i już chęci... przekładamy to na weekend :) Będzie rodzinne zdobienie, czyli jak zawsze świetna zabawa :)
Jest to blog Sylwii, czyli mój. Mieszkam w Holandii, mało aktywna jestem, ale blog to takie miejsce które ratuje moją pamięć...Gdyby dało się pamięć wymienić - byłabym chyba pierwsza w kolejce, bo moja jest beznadziejna.. Dlatego opisuję sobie gdzie byłam żeby kiedyś zobaczyć ile cudownych miejsc zwiedziłam :) Zapraszam do poznania mojego świata.
czwartek, 9 grudnia 2010
sobota, 16 października 2010
Corn chowder - czyli zupa na życzenie męża
Mojemu mężowi zamarzyła się zupa którą jadł w San Francisco, problem z tym był jednak taki że oryginalnie jest to zupa rybna.
Wikipedia podaje:
Wikipedia podaje:
Chowder - zupa rybna lub z tzw. frutti di mare. Potrawa kuchni anglosaskiej, obecnie popularna na wschodnim wybrzeżu USA, Australii i Nowej Zelandii. Pierwotnie zupa gotowana była na żaglowcach.Lecz znalazł podobną wersję zupy na bazie bulionu gdzie nie jest to sprecyzowane więc mogłam sobie pozwolić na użycie bulionu na bazie kurczaka. Zupa w zasadzie nie smakuje tak jak pierwowzór ale jest również bardzo smaczna i na pewno zagości w naszym menu na stałe.
Przygotowywana jest na bazie wywaru z łbów rybich oraz ości i boczku. Wywar zabielany jest zasmażką lub mlekiem, ewentualnie śmietaną. Do wywaru dodaje się kawałki ryb i/lub frutti di mare, które gotuje się ok 15 min
wtorek, 5 października 2010
Mini zoo i plac zabaw w moim mieście
Z tego co zobaczyłam to w Holandii są w miastach robione takie mini zoo. W mieście gdzie mieszkałam w Niemczech nie było, ale było niedaleko w Weeze więc często tam bywaliśmy. Nawet w moim rodzimym Raciborzu mieliśmy takie mini zoo w lesie, bardzo lubiłam tam jeździć i zawsze dziwiłam się czemu jest tak mało popularne.
W każdym razie w okolicy gdzie mieszkam nie ma tak naprawdę fajnego placu zabaw, najlepszy jest właśnie w tym mini zoo, a już całkiem najfajniejsze jest to że dzieci mają na wyciągnięcie ręki domowe zwierzątka i wśród nich się bawią, taki kawałek wsi dla mieszczuchów :)
Takie malutkie zoo jest darmowe i można w nim przybywać w zasadzie przez cały dzień w godzinach otwarcia (do 16:30), jeśli jesteś z Hoofddorp'u to polecam to miejsce :)
Jeśli jesteś z innego miasta to poszukaj czy w parku lub w lesie w Twojej okolicy nie ma czegoś podobnego bo dla dzieci to raj zabaw :)
W każdym razie w okolicy gdzie mieszkam nie ma tak naprawdę fajnego placu zabaw, najlepszy jest właśnie w tym mini zoo, a już całkiem najfajniejsze jest to że dzieci mają na wyciągnięcie ręki domowe zwierzątka i wśród nich się bawią, taki kawałek wsi dla mieszczuchów :)
Takie malutkie zoo jest darmowe i można w nim przybywać w zasadzie przez cały dzień w godzinach otwarcia (do 16:30), jeśli jesteś z Hoofddorp'u to polecam to miejsce :)
Jeśli jesteś z innego miasta to poszukaj czy w parku lub w lesie w Twojej okolicy nie ma czegoś podobnego bo dla dzieci to raj zabaw :)
poniedziałek, 4 października 2010
Zupa w półgodziny, czyli zupa serowa
Zupa serowa należy do takich dań które wystarczą za cały obiad i które razem z krojeniem i gotowaniem zajmą maksymalnie pół godziny, chyba że ktoś ma ochotę robić na bulionie który sam gotuje wtedy trzeba dodać czas na gotowanie bulionu.
Zupa bardzo sycąca, u nas zjadana z dodatkiem pieczywa, polecam :)
Zupa bardzo sycąca, u nas zjadana z dodatkiem pieczywa, polecam :)
niedziela, 3 października 2010
Ciekawa sprawa z nazwiskami w NL
Już od jakiegoś czasu obserwuję nazwiska w znanych mi Holenderskich rodzinach. A to dlatego iż kobieta po ślubie nadal ma nazwisko panieńskie i albo dopisuje do niego nazwisko męża albo zostaje tylko to "pierwsze". Aczkolwiek bardziej zaciekawiła mnie pierwsza sytuacja gdyż o ile w Polsce kobieta zdecyduje się na taki krok i ma wtedy pisane najpierw panieńskie a potem męża to tu odwrotnie.
Może łatwiej będzie pokazać to na przykładzie wymyślonej przeze mnie Polki Anny o nazwisku Nowak która wyszła za mąż za pana o nazwisku Kempen. Wg. naszego polskiego prawa nazywała by się ona po ślubie (chcąc zatrzymać panieńskie nazwisko oczywiście) Anna Nowak-Kempen a w Holandii pisze się: Anna Kempen-Nowak. Ciężko przywyknąć prawda?
Nie wiem czy z przyzwyczajenie czy z innych względów robią to samo z moim nazwiskiem choć ja mam tylko jedno, po mężu... Ale właśnie często piszą moje panieńskie nazwisko też, i tak gdy mnie pierwszy raz zawołano na badanie USG po panieńskim nazwisku to nie zareagowałam, w końcu ja już nie noszę tego nazwiska.
W każdym razie czytałam w internecie że takie nadawanie nazwisk jest o tyle prostsze że w razie rozwodu jest mniej problemów z dokumentami.
Może łatwiej będzie pokazać to na przykładzie wymyślonej przeze mnie Polki Anny o nazwisku Nowak która wyszła za mąż za pana o nazwisku Kempen. Wg. naszego polskiego prawa nazywała by się ona po ślubie (chcąc zatrzymać panieńskie nazwisko oczywiście) Anna Nowak-Kempen a w Holandii pisze się: Anna Kempen-Nowak. Ciężko przywyknąć prawda?
Nie wiem czy z przyzwyczajenie czy z innych względów robią to samo z moim nazwiskiem choć ja mam tylko jedno, po mężu... Ale właśnie często piszą moje panieńskie nazwisko też, i tak gdy mnie pierwszy raz zawołano na badanie USG po panieńskim nazwisku to nie zareagowałam, w końcu ja już nie noszę tego nazwiska.
W każdym razie czytałam w internecie że takie nadawanie nazwisk jest o tyle prostsze że w razie rozwodu jest mniej problemów z dokumentami.
sobota, 2 października 2010
Małe porządki w zdjęciach na blogu
Postanowiłam usunąć swoje zdjęcia z blogu, tzn. te na których znajduję się ja lub ktoś z mojej kochanej rodzinki... Jednak blog powinien być anonimowy, a przynajmniej ja lubię mieć takie poczucie w internecie (mniejsze lub większe).
Więc może się zdarzyć tak że jakieś zdjęcie nie będzie się poprawnie wyświetlało pomimo moich starań to wtedy proszę o komentarz.
Zmieniłam też szatę graficzną bloga, mam nadzieję że nie tylko mi się spodoba.
Mam nadzieję że nie zniechęci to nikogo do zaglądania tutaj czasami :)
Więc może się zdarzyć tak że jakieś zdjęcie nie będzie się poprawnie wyświetlało pomimo moich starań to wtedy proszę o komentarz.
Zmieniłam też szatę graficzną bloga, mam nadzieję że nie tylko mi się spodoba.
Mam nadzieję że nie zniechęci to nikogo do zaglądania tutaj czasami :)
piątek, 1 października 2010
Coś do posłuchania na dzisiaj.
Trafiłam w sieci na piękną piosenkę, nie znam angielskiego więc nie rozumiem o czym śpiewa, teledysk sugeruje że o miłości, melodia też :)
A oprócz samej melodii podoba mi się właśnie teledysk, z żoną, w łóżku, ciągle zakochani... piękne :)
Czyli Seal w jego teledysk "Secret"
A oprócz samej melodii podoba mi się właśnie teledysk, z żoną, w łóżku, ciągle zakochani... piękne :)
Czyli Seal w jego teledysk "Secret"
niedziela, 26 września 2010
Festiwal latawców w Scheveningen
Jako iż w końcu dorobiliśmy się czterech kółek i tego wszystkiego co z tym związane (wiecie: karoseria, silnik, fotele, rachunki ;) ) to mój mąż ma motywację by nas z domu wyciągnąć, a proszę mi uwierzyć że nie jest lekko gdyż my jesteśmy takie kury domowe jak to nazywa nas ;)
Wprawdzie rano pogoda nie była zbyt zachęcająca by gdzieś się wybierać mimo wszystko zaryzykowaliśmy wyprawę do Scheveningen by pooglądać 32 Mascotte Vliegerfestival, czyli 32 festiwal latawców (firma Mascotte to organizator).
Pogoda po godzinie 15 zrobiła się dużo ładniejsza i w końcu można było nacisnąć parę razy spust migawki by zrobić jakieś zdjęcia ;)
Po kliknięciu na zdjęcie w nowym oknie/nowej karcie pojawi się większe zdjęcie.
Moje dziecko uwielbia wszystko w kształcie smoka więc zaczynamy od takiego latawca:
Po kliknięciu na zdjęcie w nowym oknie/nowej karcie pojawi się większe zdjęcie.
Moje dziecko uwielbia wszystko w kształcie smoka więc zaczynamy od takiego latawca:

wtorek, 7 września 2010
Nasza wizyta w Efteling Park w Holandii
Efteling Park to taki park rozrywki ala Move Park w Niemczech (w którym nigdy nie byłam, jeszcze ;) ).
Pierwsze po wejściu była kolejka Bob to taka jazda jak na bobslejach tylko że z kółkami. Ja nie wiem co mi odbiło że na to poszłam wbrew sobie i dziecku ale poszłam... Moja pierwsza i ostatnia przejażdżka na czymś takim ;) Mąż zaliczył wszystkie jazdy na kolejkach jakie po drodze mijaliśmy.
Chyba dobrze to tłumaczę... Po angielsku "Rollercoaster" po niemiecku "Achterbana" to po polsku "Kolejka"?
Atrakcji było tyle że nie zdążyliśmy wszystkich zwiedzić a z tych co widzieliśmy wybrałam te najbardziej udane zdjęcia.
Miłego oglądania :)
Po kliknięciu na zdjęcie będzie można je zobaczyć w troszkę większym rozmiarze niż wyświetla blog.
To była druga kolejka, pierwszej nie było jak sfotografować. Czy widzicie tutaj dwa pociągi równocześnie na dwóch, bliskich torach?
Pierwsze po wejściu była kolejka Bob to taka jazda jak na bobslejach tylko że z kółkami. Ja nie wiem co mi odbiło że na to poszłam wbrew sobie i dziecku ale poszłam... Moja pierwsza i ostatnia przejażdżka na czymś takim ;) Mąż zaliczył wszystkie jazdy na kolejkach jakie po drodze mijaliśmy.
Chyba dobrze to tłumaczę... Po angielsku "Rollercoaster" po niemiecku "Achterbana" to po polsku "Kolejka"?
Atrakcji było tyle że nie zdążyliśmy wszystkich zwiedzić a z tych co widzieliśmy wybrałam te najbardziej udane zdjęcia.
Miłego oglądania :)
Po kliknięciu na zdjęcie będzie można je zobaczyć w troszkę większym rozmiarze niż wyświetla blog.
To była druga kolejka, pierwszej nie było jak sfotografować. Czy widzicie tutaj dwa pociągi równocześnie na dwóch, bliskich torach?
niedziela, 25 lipca 2010
Turcja, Icmeler, Hotel "Litera"
Napiszę moją opinię o mieście i hotelu gdzie byłam dla tych co będą być może w przyszłości szukać informacji tak jak ja przed wyjazdem do tego miejsca.
Ja znalazłam bardzo dużo negatywnych opinii z lat 2006-2009, choć te z tego ostatniego roku były nawet częściowo pozytywne. Jako iż wycieczka była już zamówiona to nie mogłam zmienić decyzji i jechałam pełna obaw. Dodam jeszcze że czytałam opinie klientów polskiego biura Itaka (my wyjeżdżaliśmy przez Holenderskie biuro podróży), nie wiem czy tylko to biuro ma w swojej ofercie ten hotel ale u innych nie znalazłam komentarzy. Zresztą podczas mojego pobytu w tym hotelu nie spotkałam żadnych rodaków, słyszałam tylko języki rosyjskie, angielskie i holenderskie. Pobyt nasz był w dniach 13 - 22 lipca 2010 r.
Ja znalazłam bardzo dużo negatywnych opinii z lat 2006-2009, choć te z tego ostatniego roku były nawet częściowo pozytywne. Jako iż wycieczka była już zamówiona to nie mogłam zmienić decyzji i jechałam pełna obaw. Dodam jeszcze że czytałam opinie klientów polskiego biura Itaka (my wyjeżdżaliśmy przez Holenderskie biuro podróży), nie wiem czy tylko to biuro ma w swojej ofercie ten hotel ale u innych nie znalazłam komentarzy. Zresztą podczas mojego pobytu w tym hotelu nie spotkałam żadnych rodaków, słyszałam tylko języki rosyjskie, angielskie i holenderskie. Pobyt nasz był w dniach 13 - 22 lipca 2010 r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




